Po sześciu latach od krachu zatrudnienie w przemyśle stoczniowym wzrosło z 23 tys. do 32 tys. osób. Rosną produkcja i sprzedaż, firmy zawierają już kontrakty nawet na rok 2017. Przyczyn prosperity jest wiele, ale wspólny mianownik jest taki, że polski przemysł stoczniowy to w większości firmy zorganizowane i zarządzane na wzór europejski. Nie produkują dużych, prostych jednostek, na których z racji silnej konkurencji np. z Chin trudno zarobić. Sprzedają mniejsze, lecz droższe jednostki specjalistyczne.
- Zrobiliśmy ogromny skok technologiczny - mówi Czuczman. Pytany o 5 mld zł obrotów dodaje: - Cały sektor, jeśli wliczymy do niego dostawców zagranicznych stoczni, notuje nawet dwukrotnie wyższe obroty.
fot.dziennikbałtycki
